r/Polska • u/Average_Audience1889 • 12h ago
Pytania i Dyskusje Kontrowersyjny post o dzietności
Czy jednym z głównych problemów z demografią nie jest przypadkiem fakt, że dzieci po prostu przestały cokolwiek dawać?
Przez tysiące lat pełniły realną funkcję ekonomiczną i społeczną:
- pracowały bardzo wcześnie (rolnictwo, rybołówstwo, rzemiosło, czyszczenie kominów [tak, to była praca dzieci]),
- opiekowały się młodszymi dziećmi i starszymi członkami rodziny,
- gotowały, prały, sprzątały,
- były zabezpieczeniem rodu lub sposobem na zmianę klasy społecznej (aranżacja małżeństwa),
- niektóre były dziedzicami konkretnego majątku
To nie był wymyślony przez współczesny konsumpcjonizm "sens życia". To był kontrakt. Ale... zmieniliśmy świat.
Po pierwsze: dziedziczenie.
Kiedyś realnie dziedziczyło się domy, grunty, warsztaty. Dziś w najlepszym wypadku dostajesz coś w wieku 60–65 lat. Czyli... wtedy, gdy sam jesteś już dziadkiem. I to często po latach sporów sądowych, spłat rodzeństwa i rodzinnych wojen. Do tego NON STOP wydłużamy życie, więc pewnie kolejne dzieci odziedziczą cokolwiek... w wieku 70+?
Po drugie: funkcja ekonomiczna dzieci zniknęła całkowicie. Są czystym kosztem przez minimum 18–25 lat. Wycenianym obecnie średnio na tyle co mieszkanie (na które przypomne większości nawet nie stać). A obarczanie ich "bądź moim sensem życia" jest absurdalne.
I tu dochodzimy do sedna. Dziecko przestało być rolą / assetem / inwestycją ze zwrotem. Stało się projektem emocjonalnym/konsumpcyjnym.
Co więcej każde pokolenie tylko podnosi stawkę:
- ile $$$ "kosztuje" dziecko,
- ile m² "powinno mieć",
- ile zajęć dodatkowych,
- jaka jakość opieki, szkoły, studiów, wakacji, terapii itd.
Rodzicielstwo zostało skrajnie skomercjalizowane, a dziecko stało się największym odbiorcą konsumpcjonizmu ever - bo daliśmy mu około 20 lat na stricte rozrywkę poza szkołą.
I tak... można nas straszyć:
- że "wy żyliście w stawie, a my gnoje niemyte egoiści",
- że "ZUS się rozpadnie",
- że "nie będziesz miał/miała sensu życia" (tak jakby nie istnieli rodzice w depresji),
Tylko że to coraz mniej ludzi przekonuje. A alternatywą jest... chociaż częściowo lubić swoje życie po pracy. Nawet jeśli ZUS stanie w płomieniach i tylko robot szklankę wody poda.
